RUCH jest bardzo dobrze zakodowany w świadomości społecznej i przez minione lata postrzegalność marki była dla nas największym atutem. To jednak nie wystarczy – mówi Miron Maicki, prezes zarządu „RUCH” S.A.

„SN”: – Od ponad roku RUCH wdraża nową strategię rozwoju. Co udało się w tym czasie zrealizować, a co się nie powiodło? Miron Maicki:
– W strategii tej nie ma myślenia „życzeniowego”. Uwzględnia ona zarówno realia rynkowe, jak i rzetelną ocenę pozycji RUCH-u na tym rynku. Widzimy bowiem słabości firmy, jak i jej potencjał. Przyjęliśmy metodologię zrównoważenia trzech elementów funkcjonowania przedsiębiorstwa: ludzi, środków finansowych i struktur. I w taki właśnie zrównoważony sposób wprowadzamy nasze zamierzenia w życie. Strategia jest realizowana poprzez 9 projektów strategicznych, które wzajemnie się uzupełniają i są od siebie zależne – terminowa realizacja jednego z nich umożliwia realizację kolejnych. Można je podzielić na dwie grupy: projekty mające na celu zwiększenie przychodu ze sprzedaży i wzrostu marży handlowej oraz projekty mające na celu wzrost efektywności kluczowych procesów biznesowych, a w efekcie wzrost rentowności spółki. Istnieją precyzyjne plany zarządzania tymi projektami, w których odpowiedzialność jest wyraźnie określona. RUCH jest bardzo dobrze zakodowany w świadomości społecznej i przez minione lata postrzegalność marki była dla nas największym atutem. To jednak nie wystarczy, trzeba budować nowoczesną sprzedaż, aby nie tylko zachować pozycję rynkową, ale także ją wzmocnić. Wyniki ubiegłego roku i pierwszego kwartału roku bieżącego, kiedy to osiągnęliśmy ponad 10,5 miliona złotych zysku dowodzą, że przyjęte przed rokiem założenia przynoszą efekty.

– Wasi konkurenci co chwila informują o kolejnych swoich sukcesach. Nie niepokoi to Pana?
– Jeszcze przed ponad 10 laty RUCH był prawie monopolistą w dystrybucji prasy. Obecnie oceniamy nasz udział w tym rynku na około 50 proc. Prawdą jest, że konkurenci wykonali doskonałą robotę, jednak pod wieloma względami mieli łatwiejszy start. RUCH jako firma należąca do skarbu państwa posiada bardzo wiele ograniczeń w swoim funkcjonowaniu. Procedury podejmowania decyzji są długotrwałe, w szczególności gdy chodzi o większe nakłady finansowe. Potrzebna jest wtedy zgoda nie tylko Rady Nadzorczej, ale i państwowego właściciela, w efekcie czego decyzja, którą szef Kolportera jest w stanie podjąć prawie natychmiast, u nas podejmowana jest dużo, dużo wolniej. Mimo tej sytuacji rozpoczęliśmy i realizujemy wiele projektów, będących częścią nowej strategii rozwoju firmy. Sądzę, że gdy dojdzie wreszcie do prywatyzacji, będziemy w stanie jeszcze lepiej niż w tych trudnych warunkach konkurować na rynku.

– Utraciliście przede wszystkim rynek kolportażu prasy. Ale czy tylko?
– Nie tyle utraciliśmy, co dzielimy się nim z konkurencją. Ponadto zmalał nasz udział w rynku obrotu towarami FMCG. Wynika to jednak nie tyle z działań bezpośredniej konkurencji, co raczej ze zmian zachodzących na rynku sprzedaży detalicznej oraz rozwoju innych form handlu. Dawniej ważnymi artykułami w kioskach były na przykład środki czystości. Obecnie wraz z rozwojem hiper- i supermarketów sprzedawane są one w dużych opakowaniach, a trudno sobie wyobrazić, aby w kioskach RUCH-u opakowania takie mogły znaleźć swoje miejsce. Tak więc nastąpiło przesunięcie sprzedaży z naszych punktów do obiektów, których jeszcze przed kilku laty w Polsce nie było.

– Jak przebiega proces modernizacji sieci detalicznej?
– Mamy obecnie około 13 tysięcy własnych kiosków, zaś z ponad 24 tysiącami współpracujemy. Sukcesywnie wymieniamy nasze kioski na nowoczesne punkty, umożliwiające pełną prezentację zarówno prasy, jak i innych towarów. Wymieniamy ich kilkaset rocznie – w ciągu najbliższych trzech lat zamierzamy uruchomić około 3 tys. takich punktów. Mają one jeszcze dodatkowy walor, gdyż są nośnikami reklamy. Jak wiadomo reklama produktu, w miejscu jego sprzedaży jest najskuteczniejszą formą reklamy. Nowe kioski pozwalają na lepszą prezentację produktów, a w związku z tym ich sprzedaż kształtuje się na dużo wyższym poziomie. Chcemy także zagospodarować warszawski Trakt Królewski tzw. „inteligentnymi” kioskami, w których będzie można skorzystać z bankomatu, gdzie znajdzie się informacja turystyczna, możliwość uzupełnienia karty telefonicznej, czy przywołanie taxi, pogotowia itp. Planujemy zakończenie negocjacji w sprawie uruchamiania w kioskach punktów usług fotograficznych. Myślimy też o przywróceniu loterii. Rozwój i modernizacja sieci sprzedaży ma jeszcze dodatkowe znaczenie. Co prawda RUCH jest postrzegany przez pryzmat sieci detalicznej, ale to przecież tylko część naszej działalności. Trzeba wspomnieć o hurcie prasowym, dystrybucji wydawnictw prasowych do współpracującej z nami sieci partnerskiej, itp. itd. Ponadto – choć kioski RUCH-u mają w większości doskonałe lokalizacje, trzeba pamiętać o tym, iż klasyczny model zakupów w kioskach odchodzi do lamusa. Decyduje o tym m.in. rozwój motoryzacji, a zatem zakupy impulsowe robi się coraz częściej na stacjach benzynowych. Dlatego cieszy nas współpraca w zakresie sprzedaży prasy z Rafinerią Gdańską, koncernem Orlen, a także siecią stacji ARAL. Ponadto planujemy nawiązanie współpracy ze stacjami paliw sieci BP, Shell, Statoil.

– Jesteście jednak mało widoczni w coraz popularniejszych nowoczesnych centrach handlowych.
– Przyznaję, że tak jest. Wejście do centrum handlowego oznacza konieczność poniesienia znaczących nakładów, a i czynsz jest tam wysoki. Nasi konkurenci mogą sobie pozwolić na marmury i klimatyzację, my nie za bardzo. Dlatego wolimy inwestować w istniejącą sieć, Jednak tam gdzie jest to możliwe – otwieramy salony prasowe.

– Czy może Pan powiedzieć coś więcej na temat salonów prasowych RUCH-u, które są coraz bardziej widoczne?
– Jak wspomniałem, ta część naszej sieci rozwija się bardzo dobrze. Ponadto w związku ze zmianami rynkowymi będziemy przekształcać punkty w salony prasowe, które w znacznie dogodniejszy sposób prezentują prasę i zapewniają klientom bezpośredni dostęp do eksponowanych wydawnictw, poprzez formy sprzedaży samoobsługowej.

– Gorzej chyba wygląda sprawa z minimarketami, które miały być taką nowością w waszej działalności detalicznej.
– Otworzyliśmy trzy minimarkety w Sieradzu, Przemyślu i Słubicach. Miało być ich więcej i na to jesteśmy przygotowani, jednak procedury przebiegają znacznie wolniej, niż się spodziewaliśmy. Uruchomienie tego rodzaju obiektów wymaga szeregu akceptacji, przede wszystkim ze strony lokalnego samorządu, a to bardzo wydłuża proces inwestycyjny. Tym bardziej, iż założyliśmy, że minimarkety będą tworzone od podstaw. Pomimo wszystko mam nadzieję, iż zaplanowane na przyszły rok pięćdziesiąt tego typu placówek uda nam się uruchomić.

– A przewidywana w strategii rozwojowej suma inwestycji 50 milionów złotych zostanie zrealizowana?
– Co do tego nie ma wątpliwości.

– Jak zamierzacie utrzymać współpracę z dotychczasowymi partnerami handlowymi, czyli prywatnymi kioskarzami?
– Trzeba na wstępie wspomnieć, że ten rok postrzegamy jako czas uszczelniania naszej sieci detalicznej w taki sposób, aby w kioskach z którymi współpracujemy nie znajdowały się towary naszej konkurencji. Oceniam, że jest to walka o około 300 milionów złotych, a dotyczy przede wszystkim wyrobów tytoniowych, zapalniczek i kart pre paid. Z jednej strony monitorujemy kioski pod tym właśnie kątem, z drugiej zaś staramy się tworzyć sprzedawcom takie warunki, aby nasza oferta była dla nich interesująca, nie tylko pod względem asortymentowym. Aby zachować tę lojalność zapewniamy naszym partnerom m.in. bezpłatną pomoc prawną, włączamy ich do działań okołosprzedażowych, obejmujemy ich monitoringiem poprawiającym bezpieczeństwo kiosku, nie mówiąc już o zapewnieniu aranżacji i wyposażenia ich obiektów handlowych, a nawet kredytowaniu. Włączamy także kioskarzy do systemu ubezpieczeniowego, jaki realizujemy we współpracy z Wartą. Co do działań konkurencji, chciałbym jeszcze wspomnieć o bardzo ważnym aspekcie, otóż pomimo ostrej walki, udało się stworzyć także płaszczyznę współpracy. Mamy de facto wspólną bazę, a wiec i wymianę informacji o nierzetelnych klientach. Wszystkim podmiotom funkcjonującym na rynku dystrybucji prasy pomaga to w organizacji pracy.

– A co z prywatyzacją firmy?
– Mija już 10-lecie tego procesu. Należy mieć nadzieję, iż prywatyzacja nareszcie ruszy. Najrozsądniejsze byłoby przejęcie dużego pakietu akcji przez inwestora strategicznego, zaś drugi duży pakiet mógłby zostać skierowany do obrotu giełdowego. Trudno jednak na obecnym etapie wskazać, jakie ostateczne rozwiązanie zostanie przyjęte przez Ministerstwo Skarbu Państwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *