Polska jest bez wątpienia najważniejszym dla Tesco rynkiem w Europie Środkowo-Wschodniej i na tym rynku będą się koncentrować największe inwestycje w tym regionie – mówi Kevin Grace, prezes Tesco Polska.

– Mija prawie rok od Pana przyjazdu do Polski i ponad rok członkostwa Polski w Unii Europejskiej. Jak pan ocenia minione 12 miesięcy? – Był to bez wątpienia dobry rok zarówno dla firmy, jak i całego kraju. Nam w Tesco udało się kontynuować z sukcesem działania podjęte w latach poprzednich zarówno o charakterze inwestycyjnym, jak i związane z realizacją potrzeb naszych klientów. Wkrótce, w drugiej połowie sierpnia, uruchomimy nasz kolejny, 50-ty market, a tym samym dostęp klientów do sklepów naszej sieci ponownie się zwiększy. Z tej okazji zresztą odbędzie się duża, jubileuszowa impreza.

– Chyba jednak nie wszystkie plany rozwojowe związane z uruchamianiem nowych placówek udało się zrealizować? – Planów jest zawsze więcej niż udaje się zrealizować. Jestem jednak zadowolony ze skali rozwoju Tesco, a przede wszystkim w tego, iż skutecznie udało nam się skoncentrować na coraz lepszym zaspokajaniu potrzeb naszych klientów. Trzeba tu podkreślić, iż Tesco jest bardzo zadowolone i dumne z polskich inwestycji, z faktu, iż jesteśmy tak znaczącym pracodawcą i zapewniamy naszym pracownikom zarówno bezpieczeństwo, jak i możliwości rozwoju. Polski zespół Tesco sprawdza się zresztą nie tylko na polskim rynku – Polacy świetnie radzą sobie w strukturach firmy w wielkiej Brytanii, Chinach. Warto wiec podkreślać za każdym razem, iż nasza obecność na w Polsce jest dobra zarówno dla klientów, pracowników, jak i całej polskiej gospodarki.

– Na ile ocenia Pan wartość dotychczasowych inwestycji Tesco w Polsce i jaka jest pozycja polskiego rynku w planach rozwojowych brytyjskiego detalisty? – Należy szacować, iż do tej chwili zainwestowaliśmy w Polsce około 5,5 miliarda złotych i widzimy możliwości dalszych działań inwestycyjnych na tym rynku. Polska jest bez wątpienia najważniejszym dla Tesco rynkiem w Europie Środkowo-Wschodniej i na tym rynku będą się koncentrować największe inwestycje w tym regionie.

– Firma skupiła się ostatnio na uruchamianiu małych hipermarketów. Czy oznacza to, że w najbliższym czasie ten właśnie format stanie się „specjalizacją”, a wielkie formaty staną się rzadkością i czy zamierzacie uruchamiać innego typu sklepy, na przykład conveniance czy dyskonty? – To czy dany sklep jest dyskontem, supermarketem, hipermarketem, czy conveniance to tylko kwestia nazwy i nie próbowałbym „przyporządkowywać” naszych placówek konkretnej nazwie. Grupa Tesco w każdym kraju, w którym działa – w Wielkiej Brytanii, Irlandii, Korei, na Węgrzech – ma zarówno hipermarkety, jak i mniejsze sklepy. W Polsce zamierzamy obecnie otwierać więcej małych placówek – jest to naturalny efekt działania konkurencji. Przyczyna jest również taka, iż obecnie warto inwestować w mniejszych miastach, a w nich przyjaźniejsze dla klientów są mniejsze placówki handlowe. Już w tym roku zamierzamy uruchomić sklepy liczące około 1000 m2 i oferujące asortyment około pięciu tysięcy produktów. Duże hipermarkety też będą nadal powstawać, jeśli takie będą potrzeby klientów. Należy szacować, że już wkrótce będziemy mieli prawie 100 placówek, czyli 65-70 sklepów działających pod logo Tesco. Nadal będą też działały należące do Tesco sklepy sieci Savia.

– Na początku lipca Wal-Mart poinformował o zamiarach inwestowania w Europie Środkowo-Wschodniej. Nie obawiacie się takiej konkurencji na polskim rynku? – Nie boimy się. Uważam, że silna konkurencja tylko wzmacnia dobre, takie jak nasza, firmy. Ponadto z moich dotychczasowych doświadczeń wynika, że na pozaamerykańskich rynkach Wal-Mart nie jest tak silny jak u siebie. W wielkiej Brytanii, gdzie kupił sieć Asda, czy też Korei, gdzie działa pod własnym logo, nie udało się Amerykanom odnieść takiego sukcesy jak na rodzimym rynku. Wal-Mart jest świetnym, godnym podziwu detalistą, jednak nie zna specyfiki lokalnych rynków, które wymagają zupełnie odmiennego podejścia.

– Czyli specjalnie nie szykujecie się do walki konkurencyjnej z Amerykanami? – Nic nie szykujemy na Wal-Marta, natomiast coraz silniej chcemy się koncentrować na realizacji potrzeb klientów. I to jest nasza odpowiedź na działania wszystkich naszych konkurentów. Znamy polski rynek bardzo dobrze, mamy tu dziewięć lat doświadczeń, świetną kadrę, 19 tysięcy dobrych pracowników. Nie sądzę, aby nowy konkurent, nawet jeśli kupi jakąś większą sieć handlową, był w stanie nam zagrozić na polskim rynku. Nawet jeśli nowy gracz na rynku będzie bardzo uważnie obserwował konkurentów, to przy braku wieloletniego doświadczenia może mu umknąć to co najważniejsze.

– Jak ocenia Pan udział Tesco w polskim rynku detalicznym, zarówno w całym rynku, jak i w części związanej z nowoczesną dystrybucją? – Dysponujemy wieloma danymi z różnych badań rynkowych i to daje co prawda pewien obraz miejsca poszczególnych firm na rynku, nie jest jednak tak wiarygodne jak dane pozyskiwane w Wielkiej Brytanii, czy Korei. W związku z tym na podstawie bardzo różnych danych oceniamy, iż nasz udział w polskim rynku wynosi około 4,5 procent.

– Marki własne Tesco mają duży udział w Waszej sprzedaży, niektórzy wręcz uważają, że zbyt duży. – Żaden detalista nie może sobie pozwolić na posiadanie towaru, którego nikt nie kupi. Taki towar najpierw staje się kosztem działalności, a potem zwyczajną stratą. Najważniejsze więc, aby w sklep zapewnił klientowi jak największy wybór towarów przy założeniu, że znajdzie się na nie zbyt. Ja na przykład też często wybieram produkty markowe, ale cieszę się jednocześnie, iż mam, podobnie jak inni klienci Tesco, możliwość wyboru także marek własnych sieci. Bardzo uważnie obserwujemy wyniki sprzedaży w szczególności właśnie marek własnych i jeżeli są one niezadowalające, to produkt taki jest wycofywany. Staramy się, aby nasze marki własne charakteryzowały się jak najlepszym stosunkiem ceny do jakości i to miedzy innymi powoduje, że cieszą się one dużą i rosnąca popularnością. Podsumowując trzeba stwierdzić, iż marki własne są istotnym elementem wyboru i doświadczenie wskazuje, iż ich udział w naszych sklepach w stosunku do całego asortymentu jest właściwy.

– Ilu macie obecnie dostawców i jak układają się z nimi stosunki, także w kontekście marek własnych? Czy bywa tak, iż współpraca z Tesco stała się dla dostawcy istotnym czynnikiem przetrwania na trudnym rynku? – Obecnie mamy około 1500 dostawców, zaś ponad 150 dostarcza nam marki własne sieci. Współpraca z Tesco dla wielu z nich jest ważnym elementem ich działalności i mamy znaczący udział w sprzedaży. Tym bardziej, iż coraz szerzej umożliwiamy eksport polskich produktów do sklepów Tesco także poza granicami Polski. Ostatnio była grupa naszych kupców z Wielkiej Brytanii właśnie w poszukiwaniu dostawców na rynek brytyjski.

– Czy polityka niskich cen nadal pozostanie dla Tesco priorytetem? Nie zawsze wygrywacie wojny cenowe z konkurentami. – Każda sieć prezentuje różnego rodzaju badania, z których wynika, że ona właśnie jest najtańsza, nie chciałbym więc tego komentować i przerzucać się danymi. Cena na całym świecie wciąż pozostaje najistotniejszym dla klienta czynnikiem decydującym o zakupie. Nasza polityka handlowa więc wiąże się właśnie z inwestycjami w niskie ceny. Aby to uzyskać firma musi działać sprawnie i skutecznie pod każdym względem: organizacyjnym, inwestycyjnym, polityki personalnej, polityki handlowej itd. Właśnie ze względu na niskie ceny inwestujemy w centra dystrybucyjne, które stwarzają kolejną możliwość obniżenia kosztów, zaś w konsekwencji właśnie cen.

– Na stanowisku prezesa Tesco Polska zastąpił Pan cieszącego się ogromnym uznaniem i sympatią Kevina Doherty’ego. Czy trudno jest pracować w warunkach dostosowywania się do standardów wypracowanych przez takiego poprzednika? – Kevin Doherty jest wspaniałym i niepowtarzalnym człowiekiem, od którego każdy mógłby się uczyć zarówno pracy w handlu, jak i sposobów jak najlepszej współpracy z innymi ludźmi. To człowiek niezastąpiony, wydaje mi się jednak, że pod wieloma względami mamy wiele wspólnych cech. Tym bardziej, iż pracując razem z nim w Wielkiej Brytanii bardzo wiele się od niego nauczyłem. Należy również pamiętać, że zarówno Kevin Doherty, jak i ja, pozostajemy wierni wartościom jakie reprezentuje Tesco, które to wartości wyznaczają standardy kierowania firmą, traktowania ludzi – współpracowników i partnerów handlowych. Wydaje mi się, iż po tym roku pracy w Polsce udało mi się zbudować dobre relacje z pracownikami naszej firmy.

– A jak po tym roku doświadczeń ocenia Pan polski rynek detaliczny? – W porównaniu do innych krajów, zarówno regionu, jak i reszty Europy, wciąż jest to rynek bardzo rozdrobniony, a jednocześnie dysponujący sporymi możliwościami rozwojowymi. Tym bardziej, iż należy oczekiwać, że i tu nastąpią, tak jak na innych rynkach, procesy konsolidacyjne. – Czy Tesco weźmie w nich udział poprzez na przykład zakupy innych sieci? – Mamy w Polsce bardzo silną pozycję i zamierzamy nadal się tu intensywnie rozwijać. Trudno jednak mówić o planach zakupu innych sieci, tym bardziej, że doświadczenia zarówno nasze, jak i innych firm dowodzą, że przejęcie czy fuzja wymagają sporo wysiłku w dostosowaniu nowych placówek do własnych standardów. Na obecnym etapie lepiej więc mówić o rozwoju organicznym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *