Komisja Europejska przestrzega przed zanikiem drobnego handlu. Polski zareagował chęcią zbadania nieznanych mu aspektów działania rynku handlowego. Branża się śmieje

Po raporcie Komisji Europejskiej alarmującym, że spadająca w całej UE liczba sklepów ogranicza dostęp do usług dla coraz większej liczby obywateli, polski rząd czuje niedosyt, że nie powiedziano mu, co ma z tym zrobić.

26 lipca opisaliśmy raport Komisji Europejskiej, która jest zaniepokojona ponieważ przez ostatnie pięć lat w UE liczba małych sklepów spadła o 3,7 proc.

Zjawisko jest niebezpieczne zwłaszcza dla osób starszych – 17 proc. populacji UE ma już 64 lata i więcej – i niepełnosprawnych, dla których sklep blisko domu jest dużym ułatwieniem.

– Jest to także ważne dla osób nie posiadających samochodu
– to 9 proc. obywateli UE – czytamy w dokumencie.

W Polsce liczba małych sklepów kurczy się kilka razy szybciej – nawet ok 10 proc. w ujęciu rocznym. Zdaniem polskiego rządu przedstawione w sprawozdaniu problemy zostały właściwie zdiagnozowane i niejednokrotnie znajdują swoje odzwierciedlenie również w polskim sektorze handlu i dystrybucji.

Komisja zaproponowała, aby postawić na rozwój e-handlu, który może zniwelować brak dostępu do tradycyjnych sklepów, ale przynajmniej zakupy będzie można zrobić przez internet. To zawsze coś, choć zwłaszcza dla osób starszych (w Polsce jedynie ok 5-6 proc. osób powyżej 60 roku życia korzysta z sieci) trochę za mało.

– Rząd RP jest zainteresowany harmonijnym i stałym rozwojem sektora. Wsparcie tego procesu z poziomu krajowego wymaga niejednokrotnie zbadania tych aspektów funkcjonowania sektora, które są słabo rozpoznane i wymagają pogłębionej analizy lub ewentualnego monitorowania, w których następnie uzasadnione będzie podjęcie działań wspomagających, również interwencji publicznej” – czytamy w stanowisku, choć tak ogólne opinie można pisać zawsze i nie trzeba do tego odniesienia do konkretnego raportu.

Nowomowa idzie jednak dalej. „Rząd RP pragnie wyrazić pewien niedosyt związany z brakiem rekomendacji w zakresie możliwych rozwiązań zidentyfikowanych problemów”.

Pragnie tym samym zasugerować Komisji, aby kolejne działania w tym zakresie dotyczyły wypracowania konkretnych rozwiązań zidentyfikowanych w raporcie problemów – czytamy.

Branża na stanowisko zareagowała z niedowierzaniem i śmiechem. Czy rząd w odniesieniu do problemów handlu, generującego ok 17 proc. PKB potrzebuje rad z Brukseli?

Polski rynek wciąż jest inny niż w pozostałych krajach, różnimy się też zwyczajami zakupowymi. Politycy ciągle poruszają się po omacku. Gdy rządziła koalicja Samoobrona – LPR – PiS uchwalono naruszającą nie tylko konstytucję, ale także prawo unijne kuriozalną ustawę, która miała bronić małe sklepy przed ekspansją sieci. Efektem zablokowania budowy sklepów większych niż 400 m2 jest to, że sieci teraz z jeszcze mniejszymi placówkami wchodzą do małych miasteczek czy nawet wsi.

Ustawa została uchylona, ale strategie sieci już nie, więc małe sklepy dalej znikają. Teraz z kolei resorty gospodarki czy rolnictwa próbują majstrować przy tzw. opłatach dodatkowych wymuszanych przez sieci wielkich sklepów na dostawcach. Znowu wrogiem publicznym numer jeden są hipermarkety, choć one w zasadzie otwierają teraz tylko pojedyncze sklepy, a najszybciej rozwijają się dyskonty.

Polski rząd tego nie widzi, woli oczekiwać na rady, bo sam nie wie co dzieje się na naszym rynku. Może wystarczyłoby czasem poczytać choćby branżowe raporty, znacznie częściej i lepiej pokazujące problemy handlu niż czekać na sugestie z Brukseli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *